Halo, czy to telefon zaufania?

8 Komentarzy

Siedziała na prostej, mocno zniszczonej szafce na buty i po raz kolejny wybierała numer i odkładała słuchawkę. Gdy w końcu się połączyła i usłyszała kobiecy głos z drugiej strony słuchawki zapytała szeptem nie chcąc obudzić śpiącego za ścianą dziecka:

– czy to telefon zaufania?
– tak, jak mogę pomóc?

Myśli przebiegały jej przez głowę i  nie bardzo wiedziała co powiedzieć. No bo jak powiedzieć szybko (tak aby rachunek za telefon nie zabił), że już się nie ma siły dłużej? Że chciałoby się zasnąć i nie obudzić? Że nie bardzo się ma za co nakarmić dziecko. Że wizja kolejnych dni, tygodni i miesięcy przeraża, bo nie ma się pomysłu jak wyjść z obecnej sytuacji. Że poczucie winy i odpowiedzialność przytłacza i, że nie ma nikogo kto wie przez jakie piekło się przechodzi i kto mógłby pomóc.

Kobieta z drugiej strony zaczęła zadawać pytania i od zdania do zdania pomogła spojrzeć z perspektywy na obecną życiową sytuację tej młodziutkiej 18 letniej dziewczynie. Rozmowa, która była aktem rozpaczy, okraszona była także potokami łez i płaczem. Płaczem takim, który sprawia wrażenie, że rozerwie od środka.

Koniec końców po ponad godzinie pojawiła się ulga oraz nadzieja, malutkie światełko w tunelu, że coś się jeszcze z tym życiem da zrobić. Dużo spokojniejsza wtuliła się w synka i po raz pierwszy od tygodni zasnęła bez paraliżujących myśli i czarnych scenariuszy…

O tej sytuacji przypomniał mi bardzo emocjonalny mail od kobiety dwa razy starszej ode mnie w tamtym czasie. Na moją pełną wsparcia odpowiedź zareagowała pisząc: ale skąd Ty możesz wiedzieć co ja czuję?

Otóż wiem. Wiem jak to jest siedzieć po uszy w g… i nie wierzyć, że się da z niego wyjść. Wiem także, że gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że kiedyś będę żyła tak jak żyję dzisiaj, to na bank bym nie uwierzyła.

Gdy wracam do tamtego momentu, do tamtej szafki na której siedziałam po turecku i do tamtej małolaty, która była przerażona życiem i tym co będzie dalej, czuję ciepło w okolicach serca. Ciepło i wdzięczność za tą kobietę w telefonie zaufania i za to, że nie przekreśliłam sama siebie i ciągnęłam się za kudły do góry. Chyba właśnie w tamtym dniu nauczyłam się,  że nieważne w jakim g… siedzisz, zawsze możesz z niego wyjść. Że wszystko w życiu wymaga etapów i przesuwania granic (nie dałoby się przeskoczyć od tamtej kupki nieszczęścia do bycia kobietą sukcesu w tydzień) i, że nasze życie odbija to kim jesteśmy (i zmieniając to co w głowie, zmienia się nasza rzeczywistość).

Jakkolwiek to prosto i oklepanie brzmi, z czymkolwiek się dzisiaj mierzysz, czy to w temacie relacji, samej siebie, czy też kariery, czy finansów – możesz z tego wyjść na prostą. Znajdź swój “prywatny telefon zaufania”, osobę, zajęcia, mentora, kogoś, kto pokaże Ci inne spojrzenie, nauczy jak się inaczej zachować i zacznij ETAPAMI stawać się kobietą, która żyje na własnych zasadach.

uściski,

Ania Witowska

Menu