Skąd się bierze mój optymizm i pozytywność?

3 Komentarze

Pytanie o to jakim cudem w dzisiejszych czasach jestem tak pozytywna pada regularnie. Ja w tym nie widzę niczego wyjątkowego (jak przeczytasz – to zrozumiesz o co mi chodzi), ale pomyślałam, że jak wytłumaczę skąd się mój optymizm wziął – to może ktoś praktycznie przeniesie na osobisty grunt i zastosuje u siebie.

Zacznę od tego, że kiedyś byłam bardzo negatywna. I nie ma co upiększać i mówić, że byłam trochę źle nastawiona do życia i siebie, czy też, że zdarzało mi się mieć niezbyt przychylne nastawienie. Ja po prostu emanowałam negatywnością. Myślałam, mówiłam, zachowywałam się negatywnie i spodziewałam się negatywnego.

Gdy usłyszałam o byciu pozytywnym – koncept jako taki bardzo mi się spodobał, bo lubiłam patrzeć na ludzi pełnych dobrych emocji i chciałam być taka jak oni. Postanowiłam więc – zastosować go w swoim życiu i osobą pozytywną się stać. Pierwsze podejście okazało się totalną katastrofą. Czemu? zapytasz? Bo zabrałam się do tego “od dupy strony”, mylnie zakładając, że to zadziała.

Przyjęłam, że jeśli będę:

– więcej się uśmiechać
– powtarzać pozytywne zdania
– udawać, że jestem pozytywna

to któregoś dnia taka się stanę.

Nic bardziej błędnego. I aby wytłumaczyć Ci praktycznie czemu to nie miało prawa zadziałać poproszę abyś wyobraziła sobie stół pełen odpadków po jedzeniu. Odpadki leżą na tym stole dość długo, zaczynają rozkładać, pleśnieć i brzydko pachnieć. Fuuu powiesz! Co za okropna wizja! No to idźmy krok dalej… Aby nie widzieć tych odpadków – kładziesz na nich ładny obrus w nadziei, że cały ten syf zniknie. Nie jest zaskoczeniem, że nie znika, prawda?! Że nadal tam jest, tyle, że pozornie niewidoczny… I tak właśnie wyglądało moje założenie, że stanę się kimś pozytywnym poprzez “zakrycie” tego co we mnie wymagało posprzątania…

Niezależnie od tego ile się uśmiechałam i jak bardzo starałam się być pozytywna – nie wychodziło mi to, bo w środku miałam bałagan, bo źródłem mojego samopoczucia były niewybaczone tematy, niskie poczucie wartości, obwinianie innych. Trzymałam się przeszłości  – i bałam się przyszłości. Trzymałam się zranień – więc nie ufałam ludziom i życiu. Uważałam się za niewartościową – więc interakcje z ludźmi pokazywały mi to co sama o sobie myślałam.

Źródełko było zatrute – więc efekty w postaci mojego samopoczucia i tego jaka byłam także musiały takie być. Stąd też moja w tamtym czasie ogromna negatywność.

Nie będzie więc ogromnym odkryciem, że dzisiaj moje osobiste źródełko, to co we mnie jest – jest zupełnie innej jakości i ja nawet nie zastanawiam się nad tym czy jestem pozytywna czy nie –to jest dla mnie naturalne! I nie, nie jest to żaden “cud”, ani nie jestem szczęściarą! Jest to efekt pracy nad tym co było w mojej głowie.

I w tym momencie wiele czytających osób automatycznie wymięka… Pojawiają się myśli: “jak mam pracować to mi się nie chce”, “jakim cudem zmiana tego co w głowie, miałaby coś zmienić we mnie”, “ale to trudne i wymaga czasu”… No cóż, jeśli komuś się nie chce pracować – nie będzie miał efektów. Jeśli ktoś woli być negatywny i bez powera – nikt tego nie zabroni. A zmiana w głowie? Przecież żyjemy tym jak się czujemy i co myślimy! I przekłada się to na wszystko! Więc zmiana w głowie jest pierwszą rzeczą o którą zadbać trzeba!

Chcesz być pozytywna? Wybacz. Zbuduj poczucie wartości. Weź za siebie odpowiedzialność. Ćwicz i pracuj nad sobą dopóki nie posprzątasz i nie stanie się to Twoim naturalnym stanem. I wtedy Ciebie też będą pytać – skąd Twój niesamowity optymizm? A Ty będziesz wzruszać ramionami, uśmiechać się i myśleć: po prostu taka jestem… 🙂

uściski!

Ania Witowska

(nie odkładaj tego na kiedyś, no weź nie ściemniaj!)

Menu