Do czego potrzebna jest Ci akceptacja? (możesz być zaskoczona)

27 Komentarzy

Jak mogę zaakceptować to jak wygląda moje życie teraz, skoro mi się nie podoba? – to jest pytanie, które często słyszę zaraz po tym kiedy wspominam o akceptacji.

Ano zwyczajnie. Jest coś na temat akceptacji co powinnaś wiedzieć i co być może zmieni sposób w jaki ją rozumiesz. 

Kiedy mówisz nie akceptuję swojego życia takim jakie ono jest (wagi, wyglądu, sytuacji) to tak jakbyś upierała się, że czarne jest białe, pomimo tego, że gołym okiem widać, że jest inaczej. To tak jakbyś zakładała, że jeśli wystarczająco długo będziesz się upierała przy swoim- rzeczywistość się zmieni.Wiele osób mylnie zakłada, że akceptacja oznacza zgodę “na zawsze” na to aby wszystko zostało “po staremu”, czyli tak jak nam się nie podoba i zaprzestanie prób zmian. Nic bardziej mylnego. Akceptacja to uczciwe “wzięcie na klatę” tego jak jest, tego do czego doprowadziłyśmy i danie sobie zielonego światła aby ruszyć dalej.

W momencie w którym mówisz: nie akceptuję, to jednocześnie zaprzeczasz rzeczywistości i co gorsze generujesz w sobie ogromny wewnętrzny konflikt, bo chcesz aby było inaczej, ale nie jesteś skłonna przyjąć że jest tak jak jest, a to rodzi napięcie i stres.Odczuwając stres – wywierasz ogromna presję na siebie i generujesz coraz większe poczucie winy. Poczucie winy, kontynuowany brak akceptacji i co za tym idzie brak działań w kierunku poprawy Twojej sytuacji sprawia, że jesteś jeszcze bardziej zła na siebie i jeszcze mniej akceptujesz to jak jest i to, że nic z tym nie robisz. Błędne koło.

Dlatego akceptacja jest tak ważna. Akceptuję, że schrzaniłam, że jestem odpowiedzialna, że doprowadziłam do takiej sytuacji, ale także akceptuję w tym wszystkim samą siebie. Dokonuję aktu miłości i wybaczenia wobec popełnionych błędów i  tego kim byłam.Bo dopiero wtedy gdy zaakceptujesz – przyjmiesz do wiadomości jak jest naprawdę i będziesz mogła podjąć świadome działanie aby zmienić sytuacje na lepsze. Brak akceptacji = utknięcie, akceptacja= otworzenie się na możliwość zmiany. Akceptuję, czyli przestaję tracić siły na zaprzeczanie i zaczynam wykorzystywać je na zmianę tego czego już dłużej nie chcę w swoim życiu.

Koniec końców przecież zależy Ci na tym aby zmienić to co Ci nie pasuje, prawda?
Zaakceptowanie  bieżącej sytuacji pomoże Ci tego dokonać.

Ściskam wirtualnie,

Ania Witowska

P.S. I co teraz myślisz o akceptacji? Chętnie o tym przeczytam, proszę zostaw mi komentarz.

27 Komentarzy. Zostaw komentarz

  • Bardzo dziękuję za te mądrości
    (w bardzo pozytywnym znaczeniu). 🙂
    To dla niektórych kilka błahych
    i oczywistych zdań, ale mi właśnie
    takich słów było potrzeba. 🙂
    Dziękuję bardzo. 🙂

    Odpowiedz
  • To prawda co napisałaś.Aniu. Akceptacja to coś co trzeba wziąść na klatę.
     .Akceptacja to przyzwolenie ale nie na zawsze jeśli to coś co nam nie odpowiada.

    Odpowiedz
  • Każdy Twój post Aniu uświadcza mnie w przekonaniu,że warto o siebie walczyć i pomaga w tym trwać.Wcześniej tak nie było,a szkoda…ale lepiej późno niż wcale 🙂 Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Bardzo bym chciała Pani Aniu, siebie zaakceptować . Jest mi trudno jak nigdy, bo zostałam zwolniona z pracy po 20 latach . Leczę depresję od 3 lat, a gdy uda mi się trochę pozbierać, to dzieje się coś złego co ściąga mnie w dół .

    Odpowiedz
  • Witam ciepło,
    Wychodzi na to, że już wiele sytuacji zaakceptowałam, przyjęłam je takimi jakie są i wybaczyłam tym samym sobie. A to wszystko po to, bo już miałam dość ! Chciałam zamknąć złe rozdziały i robić wszystko aby poprawić moje życie, stan psychiczny i byt.
    Powtarzało mi się przez kilka lat takie w/w ‘błędne koło’ co do mojego wykształcenia i problemu w znalezieniu pracy. To był istny koszmar. esencja ciężkiego , biednego, DDA dzieciństwa, “0” wzorców itp… Przyjęłam to z pokorą, trudno, tak było, nic nie mogłam z tym zrobić. Co doprowadziło mnie (na tamten czas) do ‘tego’ miejsca. Więc = AKCEPTACJA po to, aby ruszyć i zacząć dokonywać świadomej zmiany, mojej przemiany. Wsłucham się w siebie, w to czego pragnę, czego potrzebuję, co najlepiej umiem, co kocham i poszłam za tym… (nowe kierunki, szkoły, kursy, szkolenia, asertywne poszerzanie grona znajomych) itp… dalej już samo poszło. To jeszcze nie koniec drogi ale jestem już na samym końcu. Dziś jestem dumna z siebie, wzrosła moja samoocena, już nie nękają mnie wydarzenia i wyrzuty z przeszłości, nie czuję żalu że takie dawniej było moje życie. Jestem nową osobą, kobietą odpowiedzialną za wiele sukcesów, fryzjerką i kosmetyczką bardzo utalentowaną zresztą i <3 kocham moją pracę, to moja pasja. 🙂

    KOBIETKI ŻYCZĘ WAM TAKIEJ RADYKALNEJ PRZEMIANY ! BUZIAKI

    Pozdrawiam P. Anię

    Odpowiedz
  • “Akceptuję, że schrzaniłam, że jestem odpowiedzialna, że doprowadziłam do takiej sytuacji, ”  – nic dodać nic ująć : ja to powiedziałam w pewnym momencie : ale się wpier……. w gówno. I gdy tak całkowicie to zaakceptowałm – poszłam dalej zgodnie z teorią ” nie oglądaj się za siebie – to już było ………

    Odpowiedz
  • Zgadzam się z tobą Aniu w 100%. Brak akceptacji swojej sytuacji życiowej blokuje nas wewnętrznie i tak, jak piszesz nic nie możemy zrobić. A stanie w miejscu nic nam nie daje, zupełnie nic! Ja jestem zdania, że choć czasem może być nam trudno to jednak warto iść cały czas do przodu, nie zatrzymywać się, bo życie toczy się dalej.

    Pozdrawiam cię serdecznie 😉

    Odpowiedz
  • Co do zasady- zgoda, trzeba akceptacji aby świadomie pójść nową, lepszą drogą. Żyjemy jednak w kraju, gdzie o zasady trudno. Ambitnemu człowiekowi akceptacja przychodzi z trudem. Śmieciowe umowy o pracę za marne grosze, banki które z umów hipotecznych i kredytów walutowych zarżnęli swoich klientów, prawo skarbowe, które bez jakichkolwiek konsekwencji niszczy przedsiębiorców, komornicy, którzy zabierają niesłusznie własności prawym ludziom, pijani lekarze, afery podsłuchowe, afery polityczne, które już dawno zamieciono pod dywan. A i jeszcze Tusk, który pieprzną to wszystko i stał się kolejnym europejskim emigrantem – wiemy za jaką kasę. Ja mam 3 fakultety, znam języki obce i blisko 20 lat doświadczenia zawodowego. Szukam pracy. Mąż na śmieciówce zarabia 8 zł na godzinę. Mamy kredyt hipoteczny we frankach. Jak mam zaakceptować sytuację i otoczenie skoro wszyscy, a zwłaszcza polskie państwo ma mnie głęboko w dupie.

    Odpowiedz
  • Małgorzata
    26 lutego 2015 08:22

    hmmm…to wszystko jest prawda Pani Aniu ,do tej pory myślałam że się akceptuje 🙂 ale po przeczytaniu artykułu uważam ze nie to końca się akceptuję taką jaką jestem 🙂 zawsze gdy chcę się zmienić i coś zmienić w swoim życiu bo tak naprawdę to siebie już nie zmienię mogę zaakceptować się taką jaka jestem to zrobiłam .Jestem kosmetyczką i upiększam ludzi 🙂 i to jest dla mnie wymarzona praca bo żeby robić to co robię musiałam zrobić wiele zmian w moim życiu..ale zrobiłam tak też chcę zrobić (poprawki) w moim osobistym życiu i tutaj zaczyna się schody hihi ..czyli tak jak Pani powiedziała błędne koło 🙂 widzę ,że  przede mną jeszcze długa droga nauki …ale będę się uczyć 🙂 pozdrawiam wszystkie szczęśliwe i te które chcą być szczęśliwe kobiety ..idę się akceptować 

    Odpowiedz
  • Akceptacja.
    To ciekawe, ale zaledwie dzień wcześniej (przed zetknięciem się z tym artykułem) dotarło do mnie że powód dla którego nie potrafię być szczęśliwa, związać się z mężczyzną, czy po prostu cieszyć się życiem, to to, że nie akceptuję siebie w pełni i tego, jakie jest moje życie. Zawsze byłam bardzo zdeterminowana, żeby zmienić siebie i robiłam to, walczyłam z całych sił, osiągałam swój cel, ale ciągle coś było nie tak, to rodziło napięcie… a to takie proste, po prostu siebie polubić, zaprzyjaźnić się ze sobą, myślę, że jak w każdej przyjaźni potrzeba czasu i pewnego wysiłku. Myślę, że to fundament na którym mogę zbudować moje szczęście, bez względu na okoliczności.
    pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
  • Bardzo dziękuję za ten wpis. Jestem uzależniona od ucieczki w świat marzeń przed rzeczywistością, zamiast się z nią zmierzyć, wolę uciekać w piękny świat bez problemów. To potęguje nerwicę, od której też chcę uciec, błędne koło…

    Odpowiedz
  • Każda sytuacja i każde zdarzenie przynoszą nam nową wiedzę o nas samych, o życiu. Zaakceptowanie tego, co pojawia się w naszym życiu, umożliwia pójście o krok dalej. Dawno temu bardzo szamotałam się z różnymi rzeczami, a potem stwierdziłam, że to mi wcale nie służy. Zrozumiałam, że tracę tylko energię, a w ten sposób nie znajdę rozwiązania. Gdy zaczęłam akceptować to, czego doświadczałam, pojawiała się uważność na mnie, na moje myśli i uczucia, a razem z nimi pojawiał się spokój i otwartość na życie. I wtedy doświadczałam małych cudów.

    Odpowiedz
  • Małgorzata
    8 czerwca 2015 23:02

    a ja siebie akceptuje taką  jaką  jestem ,gdy był okres kiedy było mi żle bo byłam gruba i paskudna to wzięłam się w garść schudłam 20 kg i jest teraz super …przeorganizowałam swoje całe życie i wyszło mi to na dobre

    Odpowiedz
  • Ja zakacteptowalam i wybaczylam..puscilam przeszlosc.I wiecie co Dziewczyny w Mojej glowie zaczely dziac sie cuda ☺Malymi kroczkami do celu ❤sciskam mocno

    Odpowiedz
  • Zaakceptować=wybaczyć i z czystym kontem iść dalej. Tak to rozumiem. Zaakceptować, czyli spojrzeć na siebie z boku, zobaczyć się naprawdę i nie wrzasnąć ze strachu, czy tak?

    Odpowiedz
  • Czytam kolejny Twój wpis Aniu, chociaż stara kobietka ze mnie, coraz bardziej żałuje, że na KPW nie natrafiłam kilka lat temu. Może pozwoliłoby mi to na unikniecie moich życiowych porażek (odejście męża, rozwód, a teraz swoista samotność). Ale musze to zaakceptować, może uda się pójść dalej i cos zmienić

    Odpowiedz
  • Oczywista oczywistość ?Trzeba przyjąć wszystko takim jakie jest i iść do przodu.Bardzo dobry artykuł. Pozdrawiam Aniu?

    Odpowiedz
  • Bardzo Ci dziękuję Aniu. Dopiero teraz otworzyły mi się oczy. Okazuje się, że do tej pory bardzo mylnie pojmowałam znacznie tego słowa. To dlatego od lat tkwiłam w tak niskiej samoocenie, problemach finansowych i być może w samotności.

    Odpowiedz
  • Bardzo Ci dziękuję Aniu. Dopiero teraz otworzyły mi się oczy. Okazuje się, że do tej pory bardzo mylnie pojmowałam znacznie tego słowa. To dlatego od lat tkwiłam w tak niskiej samoocenie, problemach finansowych i być może w samotności. Wielkie dzięki.

    Odpowiedz
  • Dla mnie to milowy krok w stronę zmiany na lepsze ?

    Odpowiedz
  • Aniu, nie wiem jak Ty to robisz, ale dajesz zawsze odpowiedź na moje ( I pewnie nie tylko) bieżące dylematy. Czyżbyś umiała czytać w myślach kobiet? A może wszystkie mamy podobne problemy..

    Odpowiedz
  • Tekst świetny tylko jak zaakceptować rzecz z przeszłości, której nie możemy zmienić? Nie chodzi tu o wagę czy wygląd tylko coś co już się zrobiło, a konsekwencje ponosi się przez długi czas

    Odpowiedz
    • Natalia, jeśli czegoś lub kogoś nie możesz zmienić to ZAWSZE możesz zmienić podejście do tego tematu… Poszukać innej interpretacji, plusów czy lekcji, którą masz przerobić i dzięki której staniesz się lepsza… Trudne acz możliwe 🙂

      Odpowiedz
  • Jak miałam 2 nogi a przez kogoś głupotę mam już tylko jedną to ja nie zaakceptuje tego nigdy. Czy zaakceptuje czy niezakceptuje nogi mi nikt nie zwróci. I to jest ten fakt, któremu nie zaprzeczam. NOGI NIE MAM! Inne drogi ‘rozwoju’ mnie nie interesują, bo tylko są żałosną imitacją tego, co miałam. Dla mnie to tak jak cieszyć się byle czym.

    Odpowiedz
    • Matylda, a czy Twój brak akceptacji sprawi, że dobrze przeżyjesz życie? Czy jesteś w stanie tak bardzo się “umartwić” i wkurzyć, aby dostać nogę z powrotem? Prosze, nie zrozum mnie źle, z całą pewnością jest to traumatyczne i świat mógł Ci się zawalić, ale albo poszukasz sposobu aby ruszyć jakoś do przodu, wybaczyć i mimo to zrobić coś fajnego ze swoim zyciem, albo “zje” Cię to za życia… xoxo

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wprowadzić prawidłowy adres e-mail.
You need to agree with the terms to proceed

Menu